niedziela, 18 stycznia 2015

CIEKAWOSTKA O MNIE

Piszę książki , a ostatnio założyłam Bloga gdzie je publikuje 
------------------------>   http://ocalenie-book.blogspot.com/ <------------------------------

Wstawię wam przykładowo prolog jednej z nich : 

PROLOG

               Rankiem następnego dnia siedzę na ławce nad brzegiem jeziora. Nie ścisnął go jeszcze lód, na powierzchni można zauważyć lekki nurt wody. Można by rzec , że znajduję się z dala od cywilizacji. Niekiedy chodnikiem idzie tylko grupka ludzi posyłających mi pytające spojrzenia za każdym razem. Moje włosy podobnie jak przemoknięte buty pokrywa śnieg, a mroźne powietrze z każdym oddechem zmienia się w malutki obłoczek pary. Drżącą dłonią przesuwam po ekranie telefonu i odrzucam połączenie. W ułamku sekundy zauważam połyskującą na moim nadgarstku gitarę połączoną rzemykiem z książką. Rozplątuję zwinnie węzeł i zaciskam bransoletę w dłoni , po czym kładę na ziemi i zasypuję warstewką białego puchu. Zostawiam z nią ostatnie wspomnienie , którego za wszelką cenę chciałam się wyzbyć. Strzepuję śnieżynki z pasm brązowych włosów i stawiam nogę na drewnianym pomoście, a potem drugą. Lekkimi krokami idę na jego koniec. Podeszwy zostawiają za mną ślady ,a  czapkę porywa podmuch. Wiatr kołysze czubkami drzew. Gdzieś w oddali w powietrze wznosi się ptak i trzepocze skrzydłami jakby od tego zależało jego życie. Chwytam się zimnej poręczy na końcu mostu i stawiam na niej po kolei stopy. Chłód szarpie mój rozpięty płaszcz i przyprawia o łzy w oczach. Przecieram je rękawiczką i podejmuję decyzję. Chłodna woda w jeziorze woła o moje ciepłe ciało , a poręcz chce pozbyć się mojego ciężaru ciała. Staję lekko na palcach i myślę o doznaniu , jakiego doświadczę przy zetknięciu się z taflą, a w końcu mulistym jeszcze dnem. Ktoś w oddali woła mnie po imieniu. Pomost skrzypi i ugina się pod czyimiś krokami. Puszczam się rurki i przymykam powieki. Oddaję się w ramiona wiatru, który niesie mnie w stronę odwrotną od zamierzonej. Nie spadam do przodu do wody, tylko lecę do tyłu i ląduję w znajomych mi objęciach. Chłopak pociera moje czoło , a ja zauważam rzemyk na jego nadgarstku , ten sam, który zostawiłam gdzieś pod białym puchem okrywającym zmarzniętą zieleń. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz